4 listopada 1946 r. – Ostatnie na świecie wbicie skazańca na pal

Kiedy po raz ostatni na świecie odbyła się egzekucja poprzez wbicie na pal? Dodajmy – egzekucja w majestacie prawa, będąca wynikiem wyroku wydanego przez ciało zwane sądem? Większość czytelników tego artykułu przypuszcza zapewne, że jakieś 200 lat temu – w każdym razie, w czasach bardzo odległych od współczesności. Tymczasem, jak się okazuje, egzekucja taka miała miejsce wcale nie tak dawno, bo dokładnie 4 listopada 1946 r.

Tego dnia, w mieście Pétervárad w północnej Serbii stracony został w taki właśnie sposób szef sztabu Armii Węgierskiej Ferenc Szombathelyi, uznany winnym dopuszczenia do ludobójstwa w Nowym Sadzie. Z taką w każdym razie informacją, można się zapoznać czytając niedawny numer „Polityki” (38 z 19 września 2009 r.) w którym opublikowany został artykuł Agnieszki Krzemińskiej o stosowanych w dawnych wiekach metodach wykonywania kary śmierci [*].

Jakkolwiek można by spierać się o to, która ze stosowanych niegdyś metod egzekucji sprawiała skazańcowi najwięcej bólu i cierpień, nie ulega wątpliwości, że wbicie na pal należało do metod najbardziej dla wysyłanego na tamten świat nieprzyjemnych. Spora – jak można się domyślić – część czytelników tego artykułu miała pewnie okazję wyobrazić sobie, jak okropną metodą pozbawiania życia było wbicie na pal czytając nader sugestywny opis takiej egzekucji w „Panu Wołodyjowskim” Henryka Sienkiewicza. Znacznie bardziej dokładny opis wbijania na pal znaleźć można jednak w powieści serbskiego noblisty Ivo Andricia „Most na Drinie”. Zawarty w niej opis egzekucji serbskiego chłopa, usiłującego przeszkadzać Turkom w budowie mostu nad Driną w bośniackim Wiszegradzie zajmuje kilka stron i jest naprawdę wstrząsający.

Z Bliskiego Wschodu

Trudno się dziwić, że najbardziej szczegółowy w światowej literaturze opis wbijania na pal znajduje się w książce napisanej przez autora pochodzącego z Bałkanów. Chyba bowiem żadna z innych metod wykonywania kary śmierci nie kojarzy się tak bardzo z tą częścią świata, jak właśnie wbicie na pal. Najbardziej znanym „specjalistą” od tej metody zabijania ludzi był oczywiście żyjący w latach 1431–1476 hospodar wołoski Vlad III Ţepeş – którego przydomek oznacza nic innego, jak właśnie Palownik. Wbicie na pal jako metoda egzekucji generalnie rzecz biorąc wzięło się jednak ze starożytnego Bliskiego Wchodu – ten sposób likwidacji skazańców z upodobaniem stosowali Asyryjczycy, Persowie, jak również Egipcjanie. Stamtąd właśnie metoda ta przywędrowała do Europy w ślad za ekspansją Imperium Osmańskiego.

Żadnego nie pardonowali

W polskiej literaturze mamy jeszcze jeden opis wbijania na pal, pozwalający dobrze uświadomić sobie, na czym dokładnie polegała ta metoda egzekucji – chodzi o fragment "Opisu obyczajów za panowania Augusta III" żyjącego w latach 1727 (lub 1728) – 1804 historyka i pamiętnikarza Jędrzeja Kitowicza. Fragment ten opisuje egzekucje uczestników powstań przeciwko wyzyskowi pańszczyźnianemu na południowo-wschodnich terenach dawnej Rzeczypospolitej – tzw. hajdamaków.

"Komendanci polscy, wielu dostali żywcem hajdamaków, żadnego nie pardonowali, lecz zaraz na placu albo wieszali na gałęziach, albo jeżeli mieli czas, żywcem na pal wbijali; która egzekucja takim szła sposobem: obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na brzuch; mistrz albo który chłop sprawny do egzekucji użyty naciął mu toporkiem kupra, zacierany pal ostro z jednego końca wepchnął w tę jamę, którą gnój wychodzi z człowieka, założył do nóg parę wołów w jarzmie i tak z wolna wciągał hajdamakę na pal rychtując go, aby szedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka na pal, a czasem i dwóch na jeden, kiedy było wiele osób do egzekucji, a mało palów, podnosili pal do góry i wkopywali w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz jeżeli wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia trzeciego, czasem wołał horyłki, to jest gorzałki, i pił podaną sobie. To tak okrutne morderstwo bynajmniej hajdamaków nie uśmierzało; mieli sobie za jakiś heroizm skonać na palu. Kiedy się w kompanii przy gorzałce jeden z drugim kamracił, życzył mu: "Szczo by ty ze mnoju na jednym palu strytył", to jest: "Bogdajbyś ze mną na jednym palu sterczał." Bywali drudzy tak zatwardziałego serca, że miasto jęczenia w bólu wołali na dyrygującego zaciąganiem na pal: "Krywo idet, punc mistru", jakby bólu żadnego nie czuł albo jakby go tylko kto w ciasny bot obuwał. Dla tak okrutnej śmierci, acz niby lekceważonej, hajdamacy wszędzie się do upadłej bronili. Na pięćdziesiąt hajdamaków trzeba było naszych dwieście, trzysta i więcej, aby ich zwyciężyli; równej lub mało większej liczbie nigdy się pobić nie dali. To już wszystko, co mogłem w pamięci utrzymać, com widział i com słyszał pewnego o wojsku autoramentu polskiego i regularnym nieprzyjacielu Ukrainy, hajdamakach."

Pokazowo sądzony – pokazowo stracony

Najprawdopodobniej ostatnim na świecie człowiekiem, który został stracony poprzez wbicie na pal był szef sztabu armii sprzymierzonych z Niemcami Węgier generał – pułkownik Ferenc Szombathelyi. Po zakończeniu II wojny światowej był on sądzony w Budapeszcie jako zbrodniarz wojenny i otrzymał wyrok 10 lat więzienia. Ponoć rozpatrujący jego (m.in.) sprawę Narodowy Sąd Ludowy chciał go uniewinnić, jednak pod naciskiem szefa komunistycznej bezpieki Gabora Petera wydał wyrok skazujący. Wkrótce po skazaniu Szombathelyi został nielegalnie deportowany do Jugosławii na podstawie decyzji węgierskiego ministra sprawiedliwości Istvána Riesza. Jego drugi proces, który odbył się w Nowym Sadzie był typową rozprawą pokazową (odbywał się w sali teatralnej miejscowego Domu Kultury) i generalnie rzecz biorąc miał niewiele ze sprawiedliwością. Był on po prostu zemstą – tak, jak zemstą była wspomniana na wstępie egzekucja.

Bartłomiej Kozłowski/kalendarium-polska.pl


[*] Agnieszka Krzemińska „Ach, jak przyjemnie nabijać jest na pal”, str. 80.

For a professional business hosting we highly recommend hostgator review or cloud hosting
Joomla Templates designed by Joomla Hosting